Jak zaangażować odbiorców? 5 błędów, które niszczą prezentację
Dlaczego publiczność nie reaguje na żarty i pytania? Najczęściej nie dlatego, że temat jest słaby, ale dlatego, że sposób użycia zabiegów retorycznych jest nieadekwatny do momentu i relacji z odbiorcą. Artykuł pokazuje 5 błędów, które niszczą zaangażowanie podczas prezentacji: niepewny żart, ucieczkę po żarcie, zbyt szybkie pytania, brak utożsamienia odbiorcy oraz efekciarstwo bez efektu.
Kluczem do angażowania publiczności nie jest więcej trików, lecz zrozumienie procesu budowania relacji, emocji i wspólnej płaszczyzny.

Spis treści
Dlaczego publiczność się nie śmieje i nie odpowiada?
Dlaczego ludzie się nie śmieją? Przecież opowiedziałem dowcip. Dlaczego nie odpowiadają na moje pytanie? Przecież na pewno odpowiedź jest taka, jak zaplanowałem, czyli tak. Dlatego, że robisz to w nieodpowiedni sposób i masz z tego straty, bo widzisz brak reakcji i Cię to stresuje i sobie myślisz ojej, nie odpowiadałem, ojej, nie wyszło, ojej, suchar mi z tego wyszedł.
Moja dobra rada jest taka. Jeżeli przygotowujesz jakiś żart i masz wątpliwość, że on będzie śmieszny, to nie rób go. Jeżeli masz wątpliwość, to nie sprzedaż, nie zrobisz go w taki sposób, że będzie śmieszny.
Albo wpłynie to na Twoje poczucie wartości, bo będziesz się zastanawiać, potem mieć równoległy proces, śmieszne, nieśmieszne. Albo, tak jak w wypadku prelegentki, opowiesz ten żart tak szybko i szybko po nim przejdziesz dalej z niepewności o reakcje innych, że nawet gdyby ludzie chcieli się zaśmiać, to nie bardzo jest jak i kiedy, bo już mówisz dalej i to jeszcze w dodatku głośno mówisz.
Błąd 1: Żart bez przekonania
Więc, o co chodzi z tym brakiem reakcji odbiorców, uczestników? Czemu nie podnoszą ręki? Bo mogą być znudzeni poprzednimi prezentacjami.
I kiedy Ty mówisz, dzień dobry, kto z Was, drodzy Państwo, to ja sobie myślę, no nie, znowu mam jakąś rękę, znowu jakieś pytanie, o czym to w ogóle jest, czego on chce ode mnie. Czyli zbyt pochopne i szybkie stosowanie zabiegów retorycznych, bez rozumienia procesu i w ogóle miejsca na ich stosowanie i sensu ich stosowania mogą Ci wyjść takie babole.
Błąd 2: Ucieczka po żarcie
Tutaj sztuka polega na tym, żeby zaangażować odbiorcę. I niekoniecznie, czasami wręcz od razu w drugim zdaniu, czy w pierwszym zdaniu pytanie nie będzie dobre. Będzie wręcz niedobre.
Więc, co potrzebujesz zrobić, żeby zaangażować odbiorców? Przede wszystkim, odbiorca musi chcieć odpowiadać na Twoje pytania.
Błąd 3: Zbyt szybkie pytania
A żeby chciał odpowiadać na Twoje pytania, no to albo musi być pobudzony w superenergii, na co liczenie jest jakimś tam statystyką i prawdopodobieństwem. Nie liczyłbym na to. Albo musi w jakiś sposób z Tobą się utożsamiać.
Widzieć podobieństwo, taką łączącą płaszczyznę pomiędzy Tobą i nim.
Błąd 4: Brak utożsamienia odbiorcy
No i teraz, o ile w przypadku prezentacji, wystąpień wewnątrz firmy bardzo często ten element jest, bo to jest moja koleżanka, bo to jest mój kolega, znamy się, więc jakby siłą rzeczy jest relacja i jak ktoś zadaje pytanie, to chcemy odpowiedzieć. Ale na konferencji wychodzi sobie jakiś człowiek, dla mnie odbiorcy, którego ja nie znam.
I jeszcze jak jest pierwszy, to jeszcze może będę łaskawy. Albo jak tam wodzirej zapowiada, czy poprosi, no to jakoś się postaram. Ale jak już to jest któryś i nudny, to mi się nie chce podnosić ręki.
Nie chce mi się. Jestem zmęczony. Chce, żeby mnie czymś zaciekawić.
Nie chcę odpowiadać na pytania. Nie chcę robić wysiłku. Już siedzę w telefonie.
Nie chce mi się Ciebie słuchać.
Błąd 5: Efekciarstwo bez efektu
Musisz zrobić coś, co nie będzie wymagało mojego zaangażowania, na pewno ruchowego, w minimalnym stopniu intelektualne zaangażowanie, które to spowoduje, że ja poczuję do Ciebie jakąś sympatię. Że obudzi się we mnie jakaś emocja.
No i teraz to może być żart dowcip, ale z tym to jest naprawdę ryzykowne. To musisz być stand-uperem, żeby zrobić to w naprawdę fajny i dobry sposób. Albo pokazujesz coś, w sensie jakieś nagranie śmieszne, jakieś zdjęcie, jakiś obrazek, grafikę śmieszną.
Albo opowiadasz kawałek jakiejś historii. Albo nawet chociażby zdanie, czyli zanim zadasz pytanie, kto z Was zapisuje w wielu miejscach i potem nie jest w stanie tego odnaleźć. To jedno zdanie.
Słuchajcie, w świecie marketingu zapisujemy w tylu różnych miejscach taki natłok informacji, że ja bardzo często mam tu, tu, tyle aplikacji, tyle miejsc i zdarza mi się, że nie pamiętam już, gdzie to było. Kto z Was ma tak jak ja?
Czyli jest coś, z czym ja mogę się utożsamić, jest jakiś bohater, z którym mogę się utożsamić i działa też reguła dowodu społecznego, czyli już jest ktoś, do kogo ja mogę dołączyć, a nie ktoś mnie odpytuje, ja mam pierwszy podnieść rękę nie wiedząc ile osób na sali podniesie rękę. To jeszcze dodatkowy czynnik.
Więc z wielką odwagą mówisz, że ja tak mam, no to łatwiej się do tego dopiąć, podpisać.
Więc słuchajcie, to jest przykład tylko tego, że do każdego zabiegu retorycznego, do każdego haka uwagi jest instrukcja obsługi, są pewne niuanse, o które trzeba zadbać. Inaczej skończysz z brakiem reakcji, albo wręcz z przesadyzmem i wychodzeniem ludzi z sali, bo będzie efekciarstwo, ale nie efektywnie, nieciekawie, nieangażujące.
Co na to badania?
Badania nad komunikacją pokazują, że ludzie chętniej angażują się wtedy, gdy czują podobieństwo i bezpieczeństwo społeczne. Teoria dowodu społecznego Roberta Cialdiniego wskazuje, że łatwiej dołączamy do zachowania, gdy ktoś już je modeluje. Z kolei koncepcja bezpieczeństwa psychologicznego (psychological safety) pokazuje, że ludzie częściej zabierają głos, gdy nie obawiają się oceny lub ośmieszenia.
Dlatego pytanie zadane bez zbudowania wspólnej płaszczyzny często kończy się ciszą — odbiorca nie ma jeszcze powodu ani komfortu, by się ujawnić.
Badanie Amy Edmondson dotyczące bezpieczeństwa psychologicznego w zespołach:
https://journals.sagepub.com/doi/10.2307/2666999
Omówienie projektu Google „Project Aristotle”:
https://rework.withgoogle.com/print/guides/5721312655835136/
Zakończenie
To jest taki obszar, że raczej czuję, żeby Ci powiedzieć, słuchaj, przyjdź na szkolenie. No i oczywiście z jednej strony to jest jakaś forma sprzedaży, zachęty, no jest, ale z drugiej strony, no co mam Ci powiedzieć, że Cię nauczę tych wszystkich niuansów i zabiegów w pięć minut? No nie, tak się nie da. Są pewne rzeczy, które wymagają więcej czasu, zaangażowania, uwagi, też procesu pewnego zrozumienia, praktyki.
No ale dobra, pomyślę jeszcze, co mógłbym powrzucać z zaciekawiania, intrygowania w jakichś pigułeczkach. Więc jeżeli czujesz, co mam na myśli, czujesz bluesa i chcesz pogłębiać wiedzę, zapraszam do mnie na szkolenie z prezentacji. Do zobaczenia.
Co warto wiedzieć
Zaangażowanie to proces, nie trik. Nie wystarczy zadać pytania ani opowiedzieć żartu. Najpierw trzeba zbudować wspólną płaszczyznę i minimalne poczucie relacji.
Publiczność nie jest przeciwko Tobie. Często jest zmęczona, przebodźcowana albo po prostu nie zna Cię jeszcze na tyle, by się ujawniać.
Każdy zabieg retoryczny ma kontekst. To, co działa w wystąpieniu wewnętrznym w firmie, nie musi zadziałać na konferencji.
Dla kogo to nie jest
Dla osób, które chcą „odbębnić prezentację” bez refleksji nad odbiorcą.
Dla tych, którzy wierzą, że wystarczy dodać dowcip, by publiczność była zaangażowana.
Dla prelegentów, którzy nie chcą analizować momentu, kontekstu i relacji z salą.
Dla osób, które nie są gotowe ćwiczyć i testować różnych wariantów rozpoczęcia prezentacji.
Masz pytanie do autora? Potrzebujesz porady? Napisz do mnie!